Czas na kawę

Pamiętam, jak kiedyś, gdy pisałam pracę dyplomową w technikum, przyjechała do nas babcia. Strasznie przeżywałam swoje pisanie, więc zaczęłam jej z zapałem opowiadać o temacie, pomysłach wykonania, problemach z edytorem… Słuchała. W końcu spytałam, co o tym myśli, a ona odpowiedziała: „Wiesz, ja zupełnie nie rozumię o czym mówisz, ale mów.” Nie było istotne o czym mówię, ale to, że mówię do niej, że jestem, że nie jest sama.

Kilka lat temu poznałam panią Ksenię (tak ok. 80) – znajoma znajomego. Odwiedziłam ją raz, potem drugi… potem zaczęłam przychodzić co tydzień. Nie chciała żeby jej pomagać czy robić zakupy: „od tego mam opiekę z MOPSu”. Dopiero teraz, gdy skończyła lat 90 i ręce jej drżą, sama robię sobie kawę. Nasze spotkania to ”wizyta”, czas na rozmowę. Wiem, że na nie czeka. Wcześnie owdowiała, dalsza rodzina zginęła na Wołyniu. Jest sama. Ostatnio powiedziała mi, że jestem dla niej najbliższą osobą, a przecież nic nie robię: przychodzę raz w tygodniu na godzinę lub trochę dłużej, siadam, piję kawę i rozmawiamy.

Na jednym z ORAMów wpatrywaliśmy się w oblicze Chrystusa. To były ostatnie miesiące życia starszej siostry pani Kseni – Heleny. Już nie wstawała z łóżka. Była w domu opieki. Wtedy, w Skomielnej zrozumiałam, że to Jezusa odwiedzałam codziennie w domu opieki, że to z Nim rozmawiam co tydzień przy kawie. To Jego czas.

Jola Białek