Czuwanie przed zesłaniem Ducha Świętego

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego jest obchodzona w naszym kościele bardzo uroczyście już od wielu lat. Przez 9 dni i 9 nocy w kaplicy Loretańskiej trwa adoracja Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. W wigilię Zesłania wszyscy, którzy pragną wołać o Ducha spotykają się na wspólnym czuwaniu. W tym roku prowadziło nas słowo z Ewangelii św. Jana (J 15, 18-26).

Czuwanie przed Zesłaniem Ducha Świętego to czas szczególnej łaski. Dzięki Jego światłu uświadomiłam sobie rzeczy, do których o własnych siłach nie byłabym w stanie dojść. Podczas modlitwy na sobotnim czuwaniu Duch Święty wiele mi pokazał i wiele wytłumaczył. To nie były słowa, ale świadomość tego kim tak naprawdę jestem. A jestem grzesznikiem i to ogromnym.

Prawda jest taka, że im bardziej człowiekowi się zdaje, że przez liczne praktyki religijne staje się coraz doskonalszy tym bardziej się okłamuje i tym dalej jest Boga. To nie człowiek się doskonali, ale to Duch Święty do wielu rzeczy uzdalnia i to On oczyszcza. Niczego nie da się budować o własnych siłach. Mogę często się modlić, czytać literaturę pogłębiającą moje życie religijne, mogę nawet codziennie uczestniczyć w Eucharystii, ale bez Ducha Świętego to tylko zwykłe, puste działania. To On wlewa w moje serce Bożą miłość i pokój. Im bardziej doświadczam własnej beznadziejności, im bardziej jestem świadoma tego, że jestem słaba i marna, tym bliżej Boga jestem. Sama nie jestem w stanie o własnych siłach udźwignąć grzechu, którego się dopuszczam.

Prawda o sobie samym jest trudna. Bardzo długo broniłam się przed nią z obawy, że mnie zabije. Bardzo długo bałam się tego, co Bóg może mi pokazać, ale z pomocą Ducha Świętego wreszcie po latach odważyłam się. Na początku trudno mi było przyjąć to kim naprawdę jestem. Serce waliło jak szalone. Gdy zobaczyłam swoją nędzę i brud chciałam uciec, a reakcją obronną było zwątpienie w Boga i samą siebie. Szybko jednak przyszedł pokój. Mimo walącego ze strachu serca przed samą sobą wiedziałam, że jest ktoś ponad to. Kto mówi mi, że nie muszę się bać, że wszystko o mnie wie i to akceptuje, że mnie rozumie i wie, że się boję, ale On jest silniejszy od tego i trzyma mnie mocno i nie puści.

Wtedy też po raz pierwszy uświadomiłam sobie, co znaczy być świadkiem Jezusa Chrystusa. Świadectwo to nie tylko słowa, nie tylko czyny, ale głęboka przynależność do Niego. Wtedy po raz pierwszy miałam tak ogromne pragnienie oddania swojego życia Jezusowi, wspólnoty z Nim, bycia tylko dla niego. Pragnęłam tego też dla innych osób, które siedziały koło mnie. Chciałam by Jezus wszedł do mojego serca i zamieszkał w nim na zawsze.

Czuwanie przed zesłaniem Ducha ŚwiętegoTo wszystko działo się za sprawą Ducha Świętego, który otwiera na spotkanie. Swoją mocą sprawia, że w tak realny sposób możemy doświadczać Boga wraz z Jezusem Chrystusem. To Duch Święty wszystko objawia. Nie da się budować relacji z Bogiem, iść za Jezusem Chrystusem bez pomocy Ducha Świętego. Wszystko co chcemy zbudować o własnych siłach jest niczym. To jak stawianie domu na piasku. Przez długi czas chciałam budować swoją wiarę o własnych siłach, nie otwierając się na działanie Ducha Świętego. Zakładałam, że sama relacja z Bogiem mi wystarczy. Tylko czy bez Ducha Świętego zawiązanie tej więzi jest możliwe? Moje błędne mniemanie doprowadziło do tego, że relacja z Bogiem, kroczenie za Jezusem Chrystusem było fikcją. Budując więź z Bogiem o własnych siłach sprawiłam, że stała się ona bardzo egoistyczna. Pan Bóg potrzebny był mi do realizacji własnych celów. Pytałam o Jego wole tylko wtedy, gdy sama już nie umiałam znaleźć wyjścia z danej sytuacji. W innych wypadkach nie dopuszczałam Go do siebie. Gdy przychodziły trudności buntowałam się i oskarżałam Boga. Moja modlitwa natomiast była pustym klepaniem. Brak było oddania i służby z mojej strony, wierności słowu, które kieruje do mnie Bóg.

Podczas świadectw jeden mężczyzna zobrazował wiarę za pomocą opowiadania o basenie. Otóż to jest tak jakby nam ktoś kazał wyjść na trampolinę i skoczyć na główkę do pustego basenu ufając, że w czasie wpadania do niego Pan Bóg wypełni go wodą. Ten mężczyzn uświadomił mi też, że zasadnicze pytanie brzmi: czy ja wierzę Bogu? Czy ja wierzę w to, że On mnie kocha i chce mojego zbawienia? Czy ja wierzę w to, że jest ponad mój grzech?

Wiem, że teraz czeka mnie ciężki, a zarazem błogosławiony czas. Czas otwierania się na Boga i na działanie Duch Świętego, który tą relacją będzie kierował. Mam świadomość tego, że musze zacząć budować swoją więź z Panem od początku, ale tym razem na innych fundamentach. Muszę zaufać, że On pusty basen napełni wodą. W tym miejscu chciałabym też zaznaczyć, że droga otwierania się na Ducha Świętego byłaby znacznie trudniejsza bez kapłanów, których Bóg postawił na mojej drodze. Każdy z nich pojawił się w odpowiednim czasie z właściwym słowem. Dziękuje Panu za ich modlitwę, opiekę i prowadzenie.

Chwała Panu!

Madzia