Inne święta

Inne święta

W tym roku nie poświęciłam koszyczka z przysmakami, nie pomalowałam ani jednej pisanki, nie spędziłam godzin w kuchni piekąc różnego rodzaju pyszności, a świąteczne porządki zrobiłam kilka dni wcześniej. Nie obejrzałam też ani jednego z proponowanych ludziom na ten szczególny czas filmów, ani nie spałam do południa. To były święta inne niż zwykle.

Rekolekcje, w których Pan pozwolił mi uczestniczyć, odbyły się w Sędziszowie Małopolskim. Pojechałam tam, żeby dać sobie szansę. Szansę na inne niż dotychczas przeżycie świąt. Szansę na to, aby Chrystus prawdziwie zmartwychwstał w moim życiu. A ja razem z Nim. Triduum Paschalne brzmi dość tajemniczo, ale to najpiękniejsze dni w życiu chrześcijanina. Kryje w sobie przecież sens naszej wiary: zwycięstwo Jezusa nad śmiercią, grzechem i szatanem.

Ze Stalowej Woli wyjechaliśmy czteroosobową grupą w Wielki Czwartek. Pożegnaliśmy nasze domy, a wraz z nimi wszystko to, co mogło nam przeszkodzić w przeżyciu tych świąt, łącznie z całą ich otoczką. Na czym polegały te rekolekcje? Przede wszystkim chodziło o uświadomienie nas w czym my tak w ogóle bierzemy udział. Liturgia Wielkiego Czwartku, Piątku i Wigilia Paschalna, choć bardzo piękne i wymowne, były, przynajmniej przeze mnie, nie zawsze do końca zrozumiałe. Dzięki konferencjom, prowadzonym przez brata Piotra Ferfeckiego, które dotyczyły Liturgii danego dnia mogliśmy później bardziej świadomie w niej uczestniczyć. Przygotowywały nas one do prawdziwego zagłębienia się w tę ogromną tajemnicę naszego zbawienia.

Najważniejsze jednak było to, że był to czas dla Boga. Każdy dzień rozpoczynaliśmy jutrznią, aby zaraz po przebudzeniu oddać cześć Najwyższemu. W naszych codziennościach często zapominamy, co jest tak naprawdę najważniejsze w naszym życiu, psujemy swoją hierarchię wartości. Tutaj to Pan był na pierwszym miejscu. Był czas, aby wreszcie się zatrzymać i pogłębić z Nim relację.

Mieliśmy także okazję dowiedzieć się czegoś więcej o swoim patronie i o znaczeniu swojego imienia. Przecież to sam Bóg wzywa nas po imieniu, więc nie jest ono tylko przypadkowym wymysłem rodziców. Po piątkowej Liturgii Męki Pańskiej, podczas której zgłębiliśmy tajemnicę śmierci Chrystusa, dowiedziałam się, że imię Katarzyna oznacza „czysta”, „bez skazy”. A to przecież Jego Najświętsza Krew mnie obmywa, to Ona sprawia, że staję się czysta!

W Wielką Sobotę odbyło się nabożeństwo, na którym mogliśmy na głos wypowiedzieć swoje własne wyznanie wiary. Już nie tak, jak kilkanaście lat temu, słowo „wierzę” podczas chrztu mówili nasi rodzice i świadkowie, a my nie mieliśmy nawet pojęcia, co się w tej chwili dokonuje. Teraz to właśnie my sami, w pełni świadomi, mogliśmy wyznać swoją wiarę. Czuwajcie więc i módlcie się powiedział Chrystus do apostołów. Na rekolekcjach mieliśmy wiele okazji, aby być blisko Pana. Z czwartku na piątek czuwanie trwało przez całą noc, więc każdy miał możliwość wpatrzenia się w Jezusa, który pozwolił się uwięzić, po to, aby nas zbawić. Czuwaliśmy także przy grobie Pańskim, trwając wiernie przy naszym Królu.

Każdego dnia otrzymaliśmy dość sporo czasu wolnego. Był więc czas na wszystko: na osobistą modlitwę, na namiot spotkania, na spacer po jakże pięknym sędziszowskim ogrodzie, przemyślenie ważnych spraw ale także na rozmowę i poznanie niesamowitych ludzi, z którymi tworzyliśmy jedną wspólnotę.

Dla mnie osobiście były to niezwykłe święta. Pierwszy raz idąc na Wigilię Paschalną czułam w sercu radość. A to, co działo się potem, kompletnie mnie zaskoczyło. Tańczyliśmy wokół ołtarza, wychwalając Tego, który zwyciężył. Mogłam ponownie zachwycić się Jego szaloną miłością. To były prawdziwie WIELKIE dni, a sobotnia noc prawdziwie WIELKĄ nocą. Oby ta radość nie ustawała w naszym życiu, bo przecież zostaliśmy zbawieni! Wykrzyczmy więc głośno: ALLELUJA!

Katarzyna G.
Wspólnota ze Stalowej Woli