ORAM III (2005)

ORAM III (2005)

Alina, żona i matka trójki dzieci, diakonia liturgiczna Nowa Sól

Od jakiegoś czasu Jezus jest blisko mnie, prowadzi mnie przez życie, wskazuje drogę. Bardzo chciałam pojechać na te rekolekcje, nie miałam jakichkolwiek oczekiwań co do ich przebiegu, jedynie pragnęłam przeżyć ten czas z Jezusem. Podczas tych paru dni Jezus ogołocił mnie z moich myśli, osiągnięć, pokazał mi moją marność i grzeszność. W sercu odczułam wielki żal i ból za to wszystko, czym do tej pory zraniłam mego Pana, żal, którego trudno opisać. Powoli moja małość i grzeszność zatapiała się w Jego miłości, aż przyszła ta chwila, kiedy serce moje ogarnęła Miłość ogromna, Miłość, której nie można opisać słowami. Niczego więcej nie pragnęłam tylko tego, by tak trwać, trwać kochając mojego Jezusa. Wielki pokój ogarnął moją duszę, zniknęły wszystkie sprawy byłam tylko ja i mój ukochany Jezus.

Po przyjeździe do domu uświadomiłam sobie, że ta więź miłości z moim Panem to nie wszystko, tą miłością mam teraz żyć w mojej rodzinie, tą miłość mam dawać mojemu mężowi, moim dzieciom i wszystkim, kogo napotkam na mojej drodze życia, aby i oni zapragnęli pokochać Jezusa tak mocno.

Marek, mąż Aliny i ojciec trójki dzieci (od 25 lat w Oazie, 12 lat w Domowym Kościele)

Pragnę opowiadać jak wielkim szczęściem jest poznać i doświadczyć Miłości Jezusa Oblubieńca. Wspaniały jest Bóg. ON konsekwentnie wskazuje mi drogę do źródła życia – MIŁOŚCI. Patrząc z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że Pan umiejętnie prowadzi mnie podsuwając mi kolejne drogowskazy na drodze mego życia. Czas rekolekcji to już była prawdziwa uczta Miłości przygotowana przez Oblubieńca, który posłużył się wspaniałymi ludźmi.

Jezus przygotowywał mnie na te rekolekcje najpierw ukazując mi wspaniałość Bożych cnót. Odnowił moją słabą wiarę – przez Seminarium Wiary, umocnił nadzieję – przez kontynuację przeżytego Seminarium Wiary w codzienności oraz rekolekcje Triduum Paschalnego. W końcu przyszedł czas na poznanie Go – przeżycie tej wielkiej radości, jaką jest Miłość Oblubieńcza JEZUSA. Czas ORAM-u dał mi możliwość zatopienia się, zakochania się w Jezusie Oblubieńcu. Ale również pozwolił poznać ile jest we mnie niekonsekwencji w moim życiu i w stosunku do Boga. Jednak tu w Strzegomiu objawiła się po raz kolejny cudowna Miłość, o której pisał św. Paweł w hymnie o miłości, a także ta opisana na kartach księgi „Pieśni nad Pieśniami”. Tu Maryja doskonały wzór Oblubieńczej miłości poprowadziła mnie do Jezusa Oblubieńca. Tu poznałem też wspaniałe przykłady miłości oblubieńczej w świętych. Moim pragnieniem jest trwać konsekwentnie w tej Miłości, czego i wszystkim życzę. Z wielką radością w sercu pozdrawiam.

Małgorzata, Domowy Kościół, Szczecin

Chciałam podzielić się z Wami ,,pięknością” Jezusa. W moim życiu fascynowało mnie wiele rzeczy. Ostatnio zachwyciłam się podwodnym światem, jego pięknością i bogactwem żyjących w nim stworzeń. Jeżeli kiedykolwiek nurkowaliście wiecie, że za każdą skałą kryje się wiele niespodzianek i tajemnic. Podczas jednej z takich wypraw zrozumiałam, że Jezus jest piękniejszy, ciekawszy, fascynujący. Zeszłoroczne rekolekcje, które przeżyliśmy z Maryją wniosły w moje życie pokój serca, radość i udowodniły mi, że z Maryją można przeżyć wszystko zachowując pokój serca na długo. Z takim pokojem serca przyjechałam na tegoroczne rekolekcje. Wydawało mi się, że już nic specjalnie nie może się wydarzyć. Podczas drugiego dnia rekolekcji, kiedy dziękowaliśmy za wszystkie cierpienia w naszym życiu, wybiegłam z sali z płaczem i pobiegłam do kaplicy. Zupełnie nie rozumiałam sytuacji. Rozczuliłam się nad sobą. Wtedy, podszedł do mnie mój mąż i powiedział, że odzieranie z pychy boli. Zrozumiałam wtedy, że przechodzę ,,operację serca” w którym ukryta była pycha i egoizm.

Nieoczekiwane odkrycie przyniósł kolejny dzień ,,oblubieńczego zjednoczenia z Jezusem Ukrzyżowanym”. Wspólnie z mężem mieliśmy podejść do krzyża. Stało się jednak inaczej. Miałam do niego wielki żal, że znowu zostawił mnie samą. Dotarło do mnie, że w moim sercu ukryty był również brak przebaczenia i tak naprawdę każdy stoi pod krzyżem sam.

Przyznam, że niczego się nie boję nawet kolejnego krzyża.! I rzeczywiście tak jest, że po przejściu przez bramę krzyża zaczyna się życie piękne, ciekawe, bardziej fascynujące niż to, co oferuje świat!!!

I jeszcze jedno – każdy z uczestników był tak serdecznie witany i oczekiwany, jak syn marnotrawny przez swojego ojca.

Bogusz, mąż Małgorzaty, Domowy Kościół, Szczecin

Na te rekolekcje jechałem z wieloma pytaniami. Po pierwsze czy droga którą kroczę wybrał dla mnie Pan i czy jego droga jest faktycznie trudna i bolesna. Po drugie: kim dla mnie jest Jezus Chrystus. Dla kogo tak naprawdę, złożył na krzyżu Ojciec ofiarę ze swojego Syna ? Te i inne pytania o wiarę nurtowały mnie od dłuższego czasu, a na niektóre z nich poszukiwałem odpowiedzi w swoim sercu od kilku lat. Z radością muszę ogłosić, że właśnie na tym ORAMie („Oto Oblubieniec nadchodzi”) uzyskałem nie tylko oczekiwane odpowiedzi ale, jak to zwykle bywa – światło Pana ukazało mi o wiele więcej.

Już od pierwszego namiotu spotkania, dosłownie po chwili Duch Święty dawał mi doświadczyć jego mądrości. Podczas takiego spotkania twarzą w twarz z Oblubieńcem, wszystkie rzeczy stają się oczywiste i jasne. Dzięki tym spotkaniom, konferencjom ojców kapucynów oraz Sakramentowi Pokuty i Pojednania, zrozumiałem, że… moje słabości są jedyną rzeczą, z której mogę być dumny. To chlubienie się własną słabością i poznanie tego co jest moim „ościeniem”, było i jest dla mnie ogromną łaską, ogromnym krokiem wiary.

To wszystko, co przeżywał św. Paweł, pisząc o swoich doświadczeniach w 12 rozdziale Drugiego Listu do Koryntian – jest teraz także i moim udziałem.

Głębokim przeżyciem był dla mnie dzień zaślubin z Jezusem. Wtedy tuląc się do Ukrzyżowanego zrozumiałem, że nie ma dla mnie innej bramy do nieba niż ta, którą przeszedł mój Oblubieniec. Zrozumiałem też, że żeby nią przejść trzeba pokochać swoją słabość, swój „oścień”.

Roman, Domowy Kościół, Nowa Sól

Przeżycia związane z trudnościami w podróży na rekolekcje wprowadziły do mojego wnętrza wiele niepokoju. Jednak poczucie wspólnoty szybko pozwoliło mi wyciszyć się. W świetle konferencji i przeżywanych spotkań coraz bardziej dostrzegałem swoje słabości i niemoc. W ten wieczór, gdy mogliśmy rzucić się w ramiona Chrystusa. Liczyłem, że uczynimy to razem ze Stenią. Jednak stanąłem pod krzyżem sam i poczułem się taki malutki i niegodny Rzucić się w Jego ramiona, więc tylko zawierzyłem mu siebie ze swoimi słabościami i pokłoniłem Mu się nisko jako sługa uniżony. Wyjeżdżam z rekolekcji ze świadomością swojej niedoskonałości i postanowieniami, które, mam nadzieję, przybliżą mnie do Mądrych Panien oczekujących przybycia Oblubieńca z zapasem oliwy.

Jeszcze jedno. Po raz pierwszy spoglądałem jako oblubienica na Chrystusa jako Oblubieńca. I tego przeżycia opisać nie potrafię, mogę jedynie stwierdzić, że powodowało ono w sercu pokój i wielką radość. Chwała Panu.

Anna, od kilku tygodni małżonka Krzysztofa

Jeszcze przed tymi rekolekcjami, przez ostatnich kilka miesięcy Pan bardzo konkretnie pokazywał mi, jak mało Mu ufam i ile jest we mnie jeszcze strachu przed pójściem za Nim. Nawet jeśli dziesięć lat temu wybrałam Go na mojego Pana i Zbawiciela, to jednak ciągle boję się zawierzyć Mu do końca i oddać Mu całe moje życie, powierzyć całą moją codzienność, wszystkie troski o dom, bezpieczeństwo, czy o to, jakie będą moje dzieci. Boję się, że to zawierzenie będzie się wiązało z Krzyżem i cierpieniem i dlatego przed tym uciekam. Dlatego ważne były dla mnie na tych rekolekcjach dwa momenty: Sakrament Pojednania i adoracja Krzyża, kiedy wreszcie otwarcie przyznałam się do tego, co tak naprawdę jest w moim sercu. Tuż przed spowiedzią, w czasie adoracji Najświętszego Sakramentu, bardzo gorąco pomodliłam się o Słowo, bo czułam, że powinnam iść, ale nie wiedziałam, jak mam o tym opowiedzieć. Otworzyłam Pismo Święte na fragmencie Iz 1, 17-20 „Jeżeli będziecie ulegli i posłuszni, dóbr ziemskich będziecie zażywać. Ale jeśli zatniecie się w oporze, miecz was wytępi.” i dotarło do mnie, jak bardzo buntuję się przeciw pełnieniu Woli Bożej, jak wiele jest we mnie egoizmu i szukania własnej wygody, jak mała jest moja miłość i jak mało jest we mnie wiary w to, że mój Pan i Zbawca jest przecież moim Ojcem i chce dla mnie dobra. Następnego dnia podczas adoracji Krzyża, można było podejść i pomodlić się pod Krzyżem, a nawet przytulić się do niego. Dzięki temu, że Pan mnie tak mocno dotknął w spowiedzi dzień wcześniej, teraz mogłam podejść do Krzyża, którego się tak boję i przytuliwszy się prosiłam, żeby Pan nie zważał na moją małość, ale żeby odsunął ode mnie ten strach i żeby uczył mnie tej miłości, która z Niego płynie. Przypomniały mi się wtedy słowa, które padły na jednej z konferencji, że Krzyż jest bramą, przez którą trzeba przejść, a nie celem; że nie idziemy do Krzyża, ale Krzyż jest drogą do Boga – drogą, na której przewodnikiem jest sam Syn Boży.

Wiem, że tak naprawdę te rekolekcje to dopiero początek, że to oczyszczenie i przemienienie to proces, który będzie trwał do końca mojego życia, ale taka jest właśnie droga do świętości.

Krzysztof, mąż Anny

Rekolekcje ORAM, których temat brzmiał „Oto Oblubieniec nadchodzi, wyjdźcie mu na spotkanie”, były dla mnie czasem spotkania z Panem w nowej sytuacji życiowej – przyjechałem kilka tygodni po ślubie, wraz z żoną, poznaną na ORAM-ie dwa lata wcześniej, którego tematem była “Modlitwa jako spotkanie i przemiana”. Pan pozwolił mi spojrzeć na historię mojego życia – w szczególności ostatnie siedem lat – oczami wiary i zaufania: pokazał mi jak Jego Opatrzność czuwa nade mną i mnie prowadzi, jeśli tylko otwieram się na Jego Światło i idę za Nim. Takie doświadczenie obecności i działania Pana w życiu rozciąga się nie tylko na mnie, ale także na inne osoby. Pan prowadzi je różnymi ścieżkami, które krzyżuje ze ścieżkami innych, łączy…

W czasie tegorocznego ORAM-u stopniowo odkrywałem jak wiele we mnie jest pychy i jak bardzo ona przeszkadza w “spotkaniu” z Bogiem, z drugą osobą, a także w prawdzie, z samym sobą. Nie dostrzegłbym pychy (chociaż cały czas byłem pewien, że ten “problem” mnie na pewno nie dotyczy) gdyby nie konfrontacja ze Światłem jakim dla mnie były treści zawarte w konferencjach dotyczących kolejnych przymierzy Boga z narodem wybranym (człowiekiem) aż po Krzyż Chrystusa; historii życia i walki duchowej wybranych świętych; dzieleniem i świadectwem życia innych małżonków w czasie spotkań w małej grupie. Owocem tych rekolekcji jest przede wszystkim praca nad tym, co odkryłem w czasie ich trwania… chociaż i tak to wszystko się sprowadza do jednego – Miłości (1 Kor 13, Pnp 8,6-7).

Katarzyna, pracująca studentka

Rekolekcje w Strzegomiu były pierwszym ORAM-em, w którym uczestniczyłam. Jadąc na nie, zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Z każdym dniem coraz wyraźniej dostrzegałam, że Najwyższy przygotowywał mnie do nich, na modlitwie, w doświadczeniach, wydarzeniach przez ostatnie kilka miesięcy. Największym przeżyciem był dla mnie dzień zaślubin. Podczas wieczornej modlitwy, mogłam wyraźnie zobaczyć, nazwać to wszystko, co jest moim krzyżem. Następnie cały ten bagaż przyniosłam ze sobą do Krzyża Chrystusa. Oddałam Mu go, aby sama przylgnąć do mego Oblubieńca. Mój krzyż połączył się z Jego Krzyżem. Ja mogłam przytulić się do Niego i trwać. Nie umiem określić miłości, jaką byłam wtedy przepełniona. Ale to nie był koniec, cel, ponieważ Krzyż stanowi Bramę. Jezus zaprasza mnie oraz wszystkich innych do jej przekroczenia i przyjmowania Jego Miłości. Zachęca mnie bym w niej trwała. Po uprzednim oczyszczeniu swoim Słowem, Oblubieniec przygotował mnie, bym mogła wydawać coraz obfitsze owoce. Na tej drodze miłości umacnia mnie podczas codziennej Eucharystii.

Edyta, lekarz

Dla mnie czas tych rekolekcji był czasem oczyszczenia. Bóg pokazywał mi moje konkretne słabości. W świetle Chrystusowej łaski i miłości zobaczyłam moją pychę, miłość własną. „Muszę stanąć na fundamencie mojej nędzy, niemocy i nicości, muszę zajmować ciągle postawę wyjściową – powiedzieć: „Tak Ojcze” wobec wszystkiego, co we mnie jest, wziąć na siebie moją jaźń taką, jaka jest.” (ks. F. Blachnicki). Był to również czas adoracji Ukrzyżowanego Chrystusa – „Szczepu Winnego”, adoracji Piękna. Za to chwała Panu.

Hania, studentka

„Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy” J 15,1-2.

Rekolekcje były dla mnie czasem stawania w prawdzie, która wyzwala. Prawda, nawet ta bardzo trudna do przyjęcia, bo pokazująca niekonsekwencję, a zwłaszcza egoizm, stała się dla mnie łaską, bo wraz z nią przyszła prawda o Bogu Miłosiernym. To, co do tej pory budziło we mnie lęk i opór, każde doświadczenie cierpienia, niepewności zostało postawione w świetle miłości krzyża, która oczyszcza i przemienia. Ta prawda pozwoliła w końcu na podziękowanie za to, co otrzymuje od Miłości Ukrzyżowanej. Każdy dzień jest teraz godzeniem się na prawdę o sobie, na oczyszczanie, którego doświadczam szczególnie we wspólnocie, abym mogła wydać „owoc obfitszy” zgodnie z wolą Bożą.

Hania, nauczycielka

Rekolekcje Oram 2005 w Strzegomiu były dla mnie czasem błogosławionej łaski, wielkiego pokoju, radości, odpoczynku i poczucia bezpieczeństwa maleńkiego dziecka w ramionach Miłosiernego Ojca. Był to czas łaski przebywania w Panu w Najświętszym sakramencie i na modlitwie we wspólnocie, co jest dla mnie ogromnym darem, ponieważ mam dużo obowiązków i żyję w ciągłym zamieszaniu i pędzie. Dziękuję Panu także za radość przebywania z ludźmi, których mam bardzo mało na co dzień. Ostatni rok był dla mnie czasem oczyszczenia, nieustannego doświadczenia własnej słabości i upadku, buntu wobec krzyża, mojego egoizmu i braku zaufania Panu we wszystkich doświadczeniach, które On daje, a które są dla mnie ciemnością i których nie rozumiem. Te rekolekcje były dla mnie wyjaśnieniem wielu wątpliwości i światłem, by iść dalej. Przez upadki i słabość Pan pokazał mi, jak wielki jest mój brak zaufania do Niego, jak nie potrafię kochać nieprzyjaciół, i że wszystko, co jest we mnie dobrem, a co poczytuję za zasługę, pochodzi z Jego łaski i jeśli w nim nie trwam – moje życie to wielkie byle co. Widzę, że mimo tego, iż On zna wszystkie moje słabości, bunty i wie o mnie wszystko, czego maleńką cząstkę mi odsłonił, jakże wielkie jest Jego Miłosierdzie wobec mnie, że pragnie mojego trwania w Nim, nie odtrąca mnie, a przeciwnie, we wszystkich doświadczeniach mnie wspiera, troszczy się o mnie, daje mi się cały W Ciele i Krwi i prowadzi, wciąż daje życie i uzdrowienie. Temat rekolekcji ‚Oto oblubieniec nadchodzi’ jest dla mnie bardzo bliski, bo oddaję się przez krzyż mojego życia Jezusowi w oblubieńczej miłości, która jest dla mnie pierwsza i jedyna. W krzyżu dokonuje się najpełniejsze spotkanie z Nim w miłości, bo tylko tu słabość może spotykać się z Tym, który stał się słabością dla mnie. Te rekolekcje pozwoliły mi zrozumieć, że jeśli w cierpieniu nie zamykam się w egoizmie, a zaczynam ufać, że wszystko jest mi dane z miłości, wtedy rodzi się we mnie uwielbienie Miłosierdzia troszczącego się o mnie Ojca i krzyż prowadzi mnie do prawdziwego spotkania słabości z Miłosierdziem. Pan pokazuje mi także, że pragnie służby i stawia przede mną nowe zadania. Uwielbiam Ojca za oczyszczenie, które we mnie dokonuje i za wszystkie bardzo bolesne doświadczenia straty, głodu miłości, samotności i odrzucenia, które to sprawiają we mnie. Chwała na wieki Jego Miłosierdziu.

Barbara, przewodnik górski, diakonia modlitwy Wrocław

W sierpniu tego roku pojechałam na rekolekcje ORAM-u, nie spodziewając się, że może mnie coś szczególnego spotkać, ponieważ już tyle łask otrzymałam od Pana w swoim życiu. Jedynym niespodziewanym momentem była Msza św. w Pradze z kardynałem Vlkiem i otrzymanie Komunii św. z jego rąk. W Strzegomiu był zwłaszcza jeden dzień szczególny, dzień, w którym przed ołtarzem stał Krzyż i odbywały się zaślubiny z Panem Jezusem Ukrzyżowanym. Do tej pory Pan Jezus był dla mnie: radością, szczęściem, Zbawicielem, wszystkim, itp., a po zaślubinach stał się moim „Oblubieńcem”. Jest to dla mnie coś niesamowitego, ta chwila pozostanie na zawsze w moim sercu i życiu. Jeszcze bardziej zbliżyłam się do Pana Jezusa i zrozumiałam śluby zakonne, sama czując się prawie osobą konsekrowaną.

Paweł, student, diakonia liturgiczna

Tylko kilka dni, a taki intensywny czas! Każdy dzień w Strzegomiu był dla mnie jakby osobnymi rekolekcjami. Chciałbym ubrać w słowa, to wszystko, co przeżyłem, ale czuje, że nigdy nie będę w stanie tego wszystkiego przekazać tak, jak sam tego doświadczyłem. Już od dłuższego czasu zastanawiałem się nad swoją przyszłością. Odkąd pamiętam, zawsze chciałem studiować medycynę, zostać lekarzem i założyć rodzinę. Niestety nie zawsze mój pomysł na życie jest zgodny z wolą Najwyższego. Dziś wiem, że powołanie to rezygnacja i wybór jednocześnie. On do niczego nie zmusza, nie narusza naszej wolnej woli – tylko proponuje i czeka na nasz krok, na decyzje podjętą świadomie i dobrowolnie. Bardzo mi trudno było z pełną świadomością oddać wszystko w Jego ręce – ale zrozumiałem, że najpierw trzeba mi przejść przez Tajemnice Ofiarowania, aby później doświadczyć Znalezienia. Trzeba najpierw wszystko oddać Jemu, całkowicie zawierzyć i zaufać, aby móc znaleźć Jego wolę względem mnie. 18.VIII.2005 – tej daty nie zapomnę do końca życia! Kiedy patrzę wstecz, na całe moje dotychczasowe 20 lat życia, mogę powiedzieć, że Pan prowadził mnie do spotkania z Nim właśnie tego dnia. Namiot Spotkania… Eucharystia… Już wiem! Moje serce wypełnia pokój i wielka radość! Gdybym miał jak najkrócej opisać, to wszystko, co przeżyłem na rekolekcjach ORAM w Strzegomiu powiedziałbym, że dla mnie były to rekolekcje powołaniowe! Chwała Panu!

Małgorzata, niepracująca, diakonia modlitwy Wrocław

Na kolejny ORAM pojechałam po bardzo trudnym dla mnie roku – odejście do Pana mojej Mamy, brak pracy, trudności finansowe… Był to czas zupełnego zagubienia w relacji do Ojca, czas pretensji, żalu, odejścia od modlitwy, od służby. Czas lęku, braku zaufania. Kilka dni rekolekcji, w tym roku przeżywanych pod hasłem „Oblubieniec nadchodzi” było takim szczególnym zatrzymaniem się u źródła, zaczerpnięciem Żywej Wody. Katechezy, mówiące o oblubieńczej miłości Boga do mnie, dotykające bardzo mocno tych miejsc, które są słabe, zranione grzechem i nieufnością w moim życiu – prowadziły do odnowy przymierza z Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym Panem. Szczególnym momentem tych rekolekcji stał się dla mnie Sakrament Pojednania – przywrócenie mojego zaufania wobec Miłosiernego Ojca. Bardzo ważne były też spotkania ze świętymi: Augustynem, Faustyną, Teresą od Dzieciątka Jezus – pokazujące ich drogę duchową. Czas dzielenia się w małych grupach był także zatrzymaniem się nad słowami założyciela Ruchu, ks. Blachnickiego, mówiącymi o jego doświadczeniu wiary. Dziękuję Panu za to, że mogłam w tych rekolekcjach uczestniczyć!

Monika, diakonia modlitwy Gdańsk

Tegoroczne rekolekcje ORAM były dla mnie dobrym i pięknym czasem. Pan pokazywał mi, że modlitwa osobista jest tym, co najważniejsze – to centrum, a to, co dzieje się w świecie tzn. wydarzenia w moim codziennym życiu, są wokół tego centrum – modlitwy.

Na rekolekcjach usłyszałam wiele treści na temat modlitwy, także takich, które już wcześniej były mi bliskie – to było tak, jak gdyby Pan sam upominał się o relację ze mną, jakby pokazywał mi, że pragnienie modlitwy, które w sobie noszę było już dużo wcześniej i że to ON sam je dał.

Ważnym dla mnie doświadczeniem było zobaczenie, że z modlitwy pochodzi każda misja, zadanie, powołanie i w realizacji tych zadań nie powinnam zapominać o modlitwie, ale uczynić z niej fundament dla tych działań.

W szczególny sposób zostałam zaproszona do zaufania Bogu, a towarzyszyła temu ogromna radość, miłość i lekkość. Chwała Panu!

Dorota z Gdyni

Trudno jest opisać przeżycia, a przecież było to zaledwie kilka dni rekolekcyjnych. Przyjechałam z sercem pełnym niepewności, nawet lęku. „Przecież wszyscy tam się dobrze znają, przecież nie należę do Diakonii Modlitwy, czego szukam na drugim końcu Polski…”

Bóg zaskoczył mnie wydarzeniami, zasypał prezentami. Już pierwszego dnia Pan leczył mnie z mojego braku zaufania. Przy nim w modlitwie odnalazłam utracony pokój serca. Muszę dodać, że patrząc i słuchając osób prowadzących miałam pewność, że treść tych rekolekcji została przez nich głęboko przemodlona i przypieczętowana mocą Ducha Świętego.

Najważniejszym przeżyciem pierwszego dnia była modlitwa wieczorna, która doprowadziła nas do dziękowania za nasze krzyże. Nie było pośpiechu, który grozi powierzchownością. Były ciężkie, pełne łez słowa odkrywające bardzo bolesne rany duszy, a jednocześnie dotknięcie łaski, która delikatnie budziła nadzieję i wypełniała pokojem. Przemawiały osoby różnych stanów i wieku. To było niezwykłe bogactwo!

Bardzo trafnym pomysłem na uporządkowanie dnia była (codziennie inna) postać świętego, w którą się wpatrywaliśmy. Konkretny przykład życia, jednocześnie zwykła ludzka kondycja pociągały serce. No i ta przemykająca od czasu do czasu postać świętego Franciszka…, bo przecież były to rekolekcje kapucyńskie!

Punktem zwrotnym był dla mnie wieczór „zaślubin z Oblubieńcem-Jezusem”. Pan znał moje oczekiwania. Chciałam przeżyć, wzruszeń, a tutaj znalazłam coś więcej… ciszę i ukojenie, pełne obecności Oblubieńca. Byłam i nadal jestem przekonana, że mnie prowadzi, trzyma mnie w ramionach, przemawia do mnie w milczeniu… Za ten czas rekolekcji niech będzie Bóg błogosławiony!

Justyna, studentka

Dla mnie te rekolekcje były jak ożywczy deszcz, który spłynął na mnie i zmył ze mnie brud codzienności – często bez Pana Boga. Zrozumiałam, że nie ma innej miłości, jest tylko ta jedna – prawdziwa – Jego miłość do mnie, która jest niezmienna mimo moich upadków i grzechów, z których niejednokrotnie trudno mi się podnieść, w ogóle zauważyć, że w nich trwam jak w bagnie.

Otworzyły mi się oczy i serce…

Zrozumiałam, że nie mogę uciekać od krzyża, bo nie ma innej drogi – jest tylko droga przez krzyż – on jest jedyną bramą… W dzisiejszym świecie potrzeba nam radykalizmu w dążeniu za Panem. Czy mnie na to stać? Mam w sercu ogromną nadzieję, że tak!

Joanna, studentka

Do Strzegomia przyjechałam nastawiona sceptycznie. Tak naprawdę nie chciało mi się ani modlić, ani zastanawiać nad sobą, zmieniać… Pan Bóg mnie znalazł sam. Pozwolił mi spotkać się z samą sobą i czekał cierpliwie na moją odpowiedź. Ale sama nie byłabym w stanie przyjść. Zwykły racjonalizm i wewnętrzna szarpanina mogły skutecznie zasłonić Boga. Dzięki spotkaniu z Chrystusem ukrzyżowanym, z Miłością pochylającą się nade mną dowiedziałam się, co to właściwie oznacza być wewnętrznie przynagloną. Przynagloną do spotkania z miłosiernym Ojcem. Od Niego otrzymałam białą szatę i nowe życie.

Jola, pracująca studentka

Te rekolekcje, ten ORAM, to był ożywczy deszcz. Już od dawna zmagałam się ze sobą, szarpałam się w różne strony. Były zrywy i upadki. W tej duchowej walce czułam się osamotniona. Myliłam się. Wydawało mi się, że wiem co nieco o świętych (o każdym z moich patronów potrafię coś powiedzieć). I w tym się myliłam. Wiedziałam gdzie i kiedy żyli, ale nie zastanawiałam się, co przeżywali. Dopiero na ORAMie zaczęłam ich naprawdę poznawać. I okazało się, że oni też przez to przechodzili! Codziennie podczas „spotkania ze świętym” słyszałam, jak oni radzili sobie z moimi problemami! Jak Pan ich prowadził. To był drogowskaz. I jeszcze coś. Zobaczyłam, że nie jestem sama. Jeszcze jeden owoc: pamięć. Wróciły rekolekcje formacyjne. Sprzed lat. Tamte modlitwy, tamte wybory… Znów ujrzałam, jak wtedy Pan mnie prowadził. I uwierzyłam, że nadal chce to robić.

NN, Domowy Kościół, diakonia modlitwy

Te rekolekcje rozpoczęły się w moim sercu zanim rozpoczęły się fizycznie. Pan Jezus przyszedł i dał mi łaskę doświadczenia jego wielkiej Miłości. Przyszedł i zaczął mi pokazywać jak codzienność, to co posiadam, moje pragnienia oddalają mnie od Niego. Zabrał mi wszystko, co było tak bardzo moje. Pokazał mi jaki jestem naprawdę, po to aby podczas rekolekcji przyjść z łaską pokoju i całkowitego zawierzeniu się Jemu. Dał mi siły do tego abym rozpoczął nowe życie, pokazał mi nową jakość życia, oderwaną od chęci bycia i posiadania, dał mi odwagę do podjęcia decyzji, na które nie mogłem się zdobyć. Dał mi siłę do tego abym mógł pójść za Nim i w pełni realizować moje powołanie, nie patrząc na wygodę życia i nie zostawiając sobie „mojego zabezpieczenia”. Jest tylko On kochający, przychodzący w prawdzie, sprawiedliwy. Mój Przyjaciel.

 

Więcej informacji: