Paleta barw

Paleta barw

Świadectwo z rekolekcji Triduum, 2011 r.

„Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je”.
Mt 16, 24-25

Do tego słowa odnosiłam moje rozkołatane myśli przez cały okres 40 dni Wielkiego Postu. Jego zakończenie dane mi było przeżyć na rekolekcjach Triduum Paschalnego, w oderwaniu od rodzinnego przedświątecznego zabiegania. Przed wyjazdem pojawiły się bardzo racjonalne powody, by z niego zrezygnować. Pozostało mi powierzyć je Panu i ćwiczyć się w cierpliwości.

Czas rekolekcji nie rozwiał moich wątpliwości, ale zrodził bardzo ważne dla mnie pytania: Kiedy pokocham swoje życie z całą paletą jego barw? Kiedy odkryję, że moja roszczeniowa postawa skutecznie mnie uziemia, pozbawiając prawa do szczęśliwego życia? Kiedy przezwyciężę lęk, który steruje moim życiem?

Walka ze strachem nie jest łatwa, zwłaszcza wtedy, gdy nie ma imienia. Z pomocą Pana zaczynam po rekolekcjach powoli odkrywać miejsca, gdzie zagościł mój strach. Pierwsze jego imię to Uzależnienie od innych. Wprowadza najwięcej zamieszania. Jego argumenty są najbardziej przekonywujące. No bo kto chce uchodzić za nieporadną pokrakę, pozostającą zawsze w tyle. Ja na pewno nie. Będąc pozornie odpowiedzialną nie wypada mi wyciągać ręki po pomoc. Nie wypada prosić i wymagać. To jest potężne kłamstwo, w które z łatwością uwierzyłam, bo pomieszałam pojęcia odpowiedzialności z pychą.

Drugie jego imię to Odrzucenie. Odzywa się, gdy wybijam się ze swojej bierności, kiedy zaczynam na nowo wierzyć. To wtedy pojawia się niebezpieczeństwo ośmieszenia i zarazem konieczność założenia maski. Wydaje się, że tylko ucieczka jest tu najrozsądniejszym rozwiązaniem. Znów mój strach chce mieć ostatnie słowo.

Kolejne jego wcielenie to Porażka. Pokazała się dobitniej w rozważaniach stacji Drogi Krzyżowej przygotowywanej przez uczestników rekolekcji Triduum. Jakąkolwiek będzie miała formę zawsze staje się podłożem strachu. Upadek, który przeżywam sama paraliżuje całe moje życie, moje relacje z bliskimi, moją pracę a przede wszystkim moją wiarę. Upadek, który przeżywam w zjednoczeniu z męką Jezusa Chrystusa otwiera mnie na Ducha Pocieszyciela, którego posyła do każdego z nas. Tylko akceptacja swego krzyża pozwala mi prawdziwie się otworzyć na źródło Jego łask.

Walkę rozpoczęłam, końca jej nie widzę i szybko nie zobaczę. A w chwilach buntu na własną nieporadność zagłuszam myśli prawdą: „Łaska buduje na naturze”. Wtedy nawet wizja mięczaka mnie nie przeraża, bo przecież jest to Boży mięczak.