Rodzina w świetle wiary

Doświadczenie rodzinne (naszej małej familii) jako przeżywane w perspektywie wiary – w bożym świetle, jest czymś, co czasem jednak umyka w codzienności, pośród obowiązków i ciągłych wyborów, w rozpędzonym czasie. Jednocześnie jednak właśnie w tym umykaniu często zjawia się jakaś myśl, uczucie, emocja, Wydarzenie. I one „zaczepiają” do tego, by pomyśleć głębiej, zastanowić się raz jeszcze, by odnieść sprawę codzienności do ostateczności: na przykład wziąć zlecenie pracy w jedyny dzień, w który mogę spotkać się z przyjaciółmi, znajomymi, czy zrezygnować, skoro mogę, bo przecież nie żyję tylko po to, żeby zarabiać pieniądze (nawet wtedy, gdy lubię swoją pracę)?

Maryja, Józef i dzieciątko Jezus mieszkali w Nazarecie, my zaś na Kurdwanowie, w Krakowie. Przestrzeń, kultura i ich czas inny, ale wyzwanie życia pozostaje chyba podobne. Nie, żebym chciał naszą 3-osobową gromadkę przyrównywać do ich świętości, bo musiałby na długo się rozpisać w tym miejscu i tłumaczyć z zachowań oraz postaw przeciwnych – po prostu droga życia pozostaje w wielu kwestiach podobna: zwyczajna – niezwyczajana. Zatem staramy się modlić codziennie razem i osobno, staramy się zajrzeć do Pisma Świętego, przeczytać choć kilka zdań i przełożyc na egzystencję, na czyn, staramy się dobrze ze sobą komunikować, rozumieć to, co sprzeczne między nami, przyjmować wydarzenia życia takimi jakie są, lecz jednocześnie walczyć o właściwą selekcję własnych pragnień i realizację tego, co w sumieniu uznajemy za boże, dobre, słuszne, staramy się również mieć nadzieję mimo bolesnych i smutnych wydarzeń, na przykład choroby bliskich lub dziecka.

Codzienność to prostota życia – tak jej doświadczamy – różne kolory codzienności, ciągłe próby, czasem ważne wybory, a w większości może jeszcze ważniejsze – te zwykłe i małe właśnie. Praca, dom, doktorat z filozofii i doktorat z opieki nad dzieckiem, spacery z małym 7-miesięcznym Krzysiem, a poza tym raczej mało spotkań i wyjść w tym niemowlęcym czasie, próby pomocy bliźniemu – temu „obcemu” – a nie tylko skupienie na „własnym ogródku”, przebieranie pieluszek, usypianie, kąpanie, karmienie piersią (tu prosty ukłon w stronę w mojej żony), zabawa i ciągłe noszenie na rękach – bo on chce ciągle na rączki (waży ponad 10 kilo :). Więc poznajemy razem świat w problemach i radościach, razem z nim i razem z Nim, który dokonuje takich drobnych rewelacji w tej naszej codzienności: Bóg się uśmiecha do nas w tym jak się Krzysio śmieje, jak się bawi, jak przebiera nóżkami w powietrzu, jak śpi i przez sen też przebiera nóżkami czasem, a nawet jak płacze, bo znów chce na rączki, Bóg się uśmiecha jeszcze na tysiące innych sposobów … Aha, jak się posprzeczamy, to dzięki łasce „nie trzymania serca w pięści”, szybko się staramy godzić (co nie znaczy, że sie ze sobą zgadzamy). I w tym jest Chwała Pana. Wiara to w końcu także chyba po prostu ciągle ponawiany wybór, niezależnie od okoliczności.

Pozdrawiamy :),
życząc sobie i wszystkim drogi życia
w Jezusie – w rodzinie i poza-rodziną.

Krzysztof
w imieniu rodziny Skutela (Gabi + Kris x2)