Święty Mikołaj w Pakistanie

Pakistan jest odległym dla nas krajem – nie da się ukryć. Pierwsze skojarzenie: terroryzm. Ale czy tak musi pozostać na zawsze? Czy to przępiekne i przebogate kulturowo państwo środkowej Azji nie może się nam kojarzyć inaczej: z pokojem, z radością, z braterstwem, z potężnymi górami, z Oceanem Indyjskim, z rzeką Indus i kolebką cywilizacji, z historycznymi i nowoczesnymi miastami, ze szlachetnymi ludźmi przede wszystkim, a może w efekcie i więcej – z Bogiem, Stwórcą świata i wszystkiego, co dobre? Odpowiedź: na pewno może się tak kojarzyć i myślę, że nie jedna osoba na tej Ziemi mogłaby o tym zaświadczyć.

Gabriela i KrzysztofW 2006 roku z pomocą Kościoła udało się nam wyruszyć do Kalkuty w Pielgrzymkę Zaufania przez Ziemię organizowaną przez ekumeniczną wspólnotę braci z Taize. Cudownymi omyłkami sprzedającego nam bilet Sikha, dzięki czemu mogliśmy w ogóle znaleźć się w podróży, po całodobowej wędrówce pociągiem najniższej klasy z Delhi, udało nam się dotrzeć do miasta Matki Teresy. Tam, w trakcie 4-dniowego spotkania, poznaliśmy Jakuba i jego pakistańską rodzinę. I kolejny mały cud: wracając po wszystkim do Delhi zorientowalismy się, że nie mamy z Pakistańczykami zdjęcia, szczególnie zaś z ich małą pięknooką córeczką – i co? – spotykamy się w wielomilionowej stolicy Indii, robimy zdjęcie, wymieniamy się kontaktami. Łączność nawiązujemy więc ponownie po jednej z niesławnych akcji przemocy wobec chrześcijan w Pakistanie. I tak zaczyna się nasza współpraca z tym krajem, z tym narodem, a konkretnie z małą grupką pakistańskich chrześcijan, tak zaczynają się kolejne „małe cuda” – Bóg zaskakuje nas tym, że w 2009 roku Jakubowi udaje się nas odwiedzić, a w 2010 roku Diakonia Misyjna z Warszawy zaprasza go ponownie (wraz z chrześcijanami m.in. z Chin i Kenii) na szczególne rekolekcje do Krościenka.

Zatem bardzo małymi krokami, niezauważalnymi wprost, możemy próbować zmienić wyobrażenie o tym państwie, o jego ludziach i o jego przyszłości. Na przykład próbując wspomagać materialnie chrześcijan, będących, choć bardzo nieznacznie, to jednak częścią tamtejszego społeczeństwa i narodu. Możemy dzielić się również wiedzą, doświadczeniem, wiarą, radością, informacjami, zdjęciami, nadziejami i oczekiwaniami… przyjaźnią po prostu, wymieniając dary materialne i duchowe, wzbogacając się wzajemnie. Tworzymy w końcu z wszystkimi jedną rodzinę ludzką, a z chrześcijanami po prostu jeden Kościół…

Owoce naszego tamtejszego spotkania i nadziei są nastepujące: co roku udaje nam się zorganizować kilka zbiórek pomocowych dla niepełnosprawnych, dla dzieci z sierocińca oraz dla chrześcijańskich rodzin. W 2010 roku tragiczna powódź (20 mln poszkodowanych) ponagliła nas z kolei, by wesprzeć tamtejszych powodzian. Wszystko za pośrednictwem Joy Foundation i osób, które poznaliśmy w Kalkucie. Być może w najbliższej przyszłości uda nam się realizować również „adopcję serca na odległość”, czyli pośredniczyć w stałej finansowej pomocy dzieciom w ich edukacji… Cóż, zdajemy sobie sprawę, iż czasem najtrudniej wczuć się w sytuację tych, którzy są daleko, których nie znamy, i którzy mogą wydawać się nam „inni”. Tym bardziej więc dziękujemy Bogu za jego natchnienie, za jego siłę i radość, choćby tylko z tego „niewiele”, które do tej pory udało się zrobić. Dziękujemy również za wszelkie wsparcie wszystkim, za to, że mimo tej „odległości” daliśmy radę i nasze małe dzieło miłosierdzia może się realizować. I niezależnie od tego jakie są plany Boga i na ile my na nie odpowiemy, cieszymy się z tego co już jest, a Pakistan kojarzy nam się między innymi z Radością.

Krzysztof,
w imieniu Diakonii Miłosierdzia z Krakowa

Więcej informacji:

Pakistan