Święty to też człowiek – świadectwo z ORAM-u (2011)

Święty to też człowiek – świadectwo z ORAM-u (2011)

Dla mnie były to rekolekcje o dwóch wątkach. Pierwszym było powołanie. Drugim spojrzenie w głąb siebie.

Na ORAM–ie Jezus powoływał nas na różne sposoby – na spotkaniach w grupach, poprzez Słowo – głoszone i czytane, na modlitwie i podczas adoracji.

Przypomniał mi powołanie najbardziej ogólne – do świętości. To brzmi tak wzniośle, ale można powiedzieć, że „święty też człowiek”. Często zapominamy, że święci też byli grzeszni, popełniali błędy, buntowali się przeciwko Bogu – tak jak my. Ale coś kazało im wciąż wracać. Niespokojne serce moje, póki nie spocznie w Tobie – powiedział święty Augustyn. I my nosimy w sobie ten niepokój. Trzeba tylko zatrzymać się i posłuchać. Dla mnie takim czasem był właśnie ORAM.

Bóg powołuje mnie do osobistej relacji, do przebywania „w cztery oczy” (a może raczej osiem, jeśli mówimy o Trójcy Świętej), ale to nie koniec. Powołuje mnie także we wspólnocie – oazowej oraz małżeńskiej. Przypomniał mi o powołaniu do służby w diakonii modlitwy, o potrzebie wstawiania się przed Nim za innymi. Ukazał mi także nowe powołanie (nowe, bo jestem młodą małżonką) – do życia w małżeństwie. Do wspólnej odpowiedzialności za siebie nawzajem, do towarzyszenia sobie w radościach, ale także w trudach i smutku. Do wspólnego stawania się na jego obraz i podobieństwo. Nasza droga do Boga nie jest identyczna, ale nie musimy być na niej sami. Jezus posyła nas tak jak swoich uczniów – po dwóch. I nie powołuje nas jednorazowo. Wzywa nas na każdym etapie życia – pójdź na Mną – mówi. Pójdź za mną jako uczeń w szkole, jako student, jako małżonek lub osoba żyjąca w pojedynkę, jako kapłan lub zakonnik czy zakonnica. Każde kolejne wezwanie jest pogłębieniem poprzedniego, ukazuje nam nasze powołanie w nowym świetle. Czy to znaczy, że do tej pory byliśmy ślepi? Nie, to po prostu kolejny etap naszej drogi do Niego, drogi Nowego Człowieka.

Zbliżając się do Boga wędrujemy ku światłości. Ta światłość początkowo nas oślepia, potem jednak zaczynamy widzieć wyraźniej różne rzeczy, w tym i swoje wnętrze. I okazuje się, że nie jest tam zbyt pięknie. Bóg ukazywał mi na tych rekolekcjach, jak wiele spraw z mojej przeszłości ciąży na tym, co jest teraz. Spraw, które, jak mi się wydawało „przerobiłam”, zranień, które pozornie wybaczyłam. Okazało się jednak, że pora na następny etap. Na jednej z konferencji krzywdy nam wyrządzone zostały porównane do rzucanych w nas kamieni. Możemy je zostawić na poboczu i pójść dalej. Możemy też je wziąć ze sobą jako „pamiątkę”, żeby rozpamiętywać, jak, kiedy i gdzie zostaliśmy zranieni. Ale plecak pełen takich „souvenirów” zaczyna nam ciążyć. W końcu nie możemy już iść dalej. Można albo stanąć na zawsze w miejscu, albo wysypać zawartość plecaka na drogę i pożegnać się z nią raz na zawsze. Nie będę ukrywać, że było to trudne i bolesne. Ale działo się w obecności Jezusa, który spoglądał na mnie z miłością większą niż mój wstyd, akceptujący mnie z moimi słabościami i zranieniami.

Ten ORAM pozwolił mi zobaczyć wyraźniej wiele spraw. I, o dziwo, tym razem nie był to krótkotrwały przebłysk, taki rekolekcyjny „fajerwerk”. Mam nadzieję, że wśród codziennego życia nie zatracę tej jasności spojrzenia.

Amen

Ala