Szkoła Jedności – świadectwo z Taizé 2010/11

Szkoła Jedności – świadectwo z Taizé 2010/11

Spotkanie Taizé w Rotterdamie 2010/11

Czas przełomu starego i nowego roku zdecydowałam się tym razem spędzić na Europejskim Spotkaniu Młodych, organizowanym w Rotterdamie przez wspólnotę z Taizé. Spotkania te, co roku odbywające się w innym europejskim mieście, stanowią – według sformułowania braci – etapy „pielgrzymki zaufania przez Ziemię”. Biorąc udział choćby w jednym takim spotkaniu, można zrozumieć prawdziwość i głębię tego sformułowania.

Rzeczywiście jest to szkoła zaufania – jak każde podróżowanie, a może nawet bardziej niż każde. Wyjazd z ludźmi, których praktycznie się nie zna; spotkania z braćmi i siostrami ze wszystkich narodowości, ras i wyznań (a nierzadko poszukującymi dopiero swojej drogi wiary), mówiącymi odmiennymi językami, mającymi różne historie życia, a także różne oczekiwania i motywacje; mieszkanie w niedających się przewidzieć warunkach, zależnie od ludzkiej życzliwości, na którą jest się praktycznie zdanym; wreszcie takie proste sprawy, jak zmienna pogoda, skromne jedzenie, siedzenie na ziemi, kolejki do toalet… – rzeczy, od których tak łatwo nam się dziś odzwyczaić. Gospodarze też muszą zdobyć się na zaufanie, otwierając swe parafie, domy i serca przed tysiącami młodych ludzi, naruszających swoim przybyciem ich spokojne i uporządkowane bytowanie.

Wieczorne zbieranie śmieci, czyli najlepsza zabawaW centrum jest zawsze spotkanie – podstawowe doświadczenie „pielgrzymki zaufania”. Spotkanie kultur, spotkanie narodów, spotkanie różnych wiar. Przede wszystkim – spotkanie człowieka z człowiekiem. W tym spotkaniu zawsze następuje cudowna wymiana: darów, talentów, którymi sobie próbujemy służyć; konkretów – jak puszka fasolki; ale także wartości niewymiernych, a najważniejszych – uśmiechu, radości, refleksji, świadectwa. Czasem jednak trzeba pokonać w sobie wiele przeszkód – obaw, lęków, uprzedzeń, niechęci, urazów, czy to osobistych, czy historycznych. To wszystko sprawia, że Europejskie Spotkania Młodych są prawdziwą szkołą jedności. Nie negując wartości dialogu „na górze”, dążeń ekumenicznych, wysiłków wielu osób i instytucji zmierzających do zasypywania przepaści między podzielonymi chrześcijanami, myślę jednak, że jedność w swym najważniejszym wymiarze realizuje się „na dole”, pomiędzy konkretnymi osobami. W Rotterdamie mogłam tego doświadczyć w codzienności – w metrze, podczas obiadu, w wieczornej rozmowie z naszymi protestanckimi gospodarzami, a przede wszystkim we wspólnej modlitwie.

W tym roku tematami przewodnimi, zaproponowanymi przez brata Aloisa w rozważanym przez nas Liście z Chile, były: radość, współczująca miłość, przebaczenie. Nie chodzi oczywiście tylko o teoretyczne rozważania, ale także o konkretne przeżycie. Dla mnie były to przeżycia bardzo ważne. Treści spotkania przeżywałam na dwóch płaszczyznach – tej szerokiej, eklezjalnej, ale też i bardzo osobistej, dotyczącej mojego własnego życia. Każde z tych słów – radość, współczucie, przebaczenie – ma dla mnie bardzo konkretne kształty. I myślę, że podobnie dla większości z tych 30 tysięcy osób przybyłych do Rotterdamu.

Na koniec chciałabym wspomnieć jeszcze o jednym ważnym wymiarze tego spotkania – wymiarze ewangelizacji, a może po prostu wymiarze nadziei. Jadąc na zachód Europy, tam gdzie teoretycznie znajduje się jej serce – do starych miast, o bogatej historii, dziś będących siedzibami najważniejszych unijnych instytucji – nie mogę się czasem oprzeć wrażeniu, że miasta te są jakby wymarłe, a swe piękno zawdzięczają minionej już świetności. Rotterdam to także miasto wielkiej duchowej pustki i wielkiego pragnienia Boga. Przyjeżdżając tam na te kilka dni, mogliśmy wypełnić tę pustynię modlitwą i prostym świadectwem. Spotkania organizowane przez wspólnotę z Taizé to nie żadne wielkie religijne eventy. Pod  względem form cechuje je zawsze maksymalna prostota, wręcz ubóstwo. Jednak to jest właśnie ich siła – tam gdzie nie ma przytłaczającej celebry, rozbudowanych form, triumfalnie łopoczących sztandarów, w centrum pozostaje zawsze człowiek i wartości, które ze sobą niesie; jego osobista relacja z Panem Bogiem. A to jest żywe.

Kasia Węglarczyk

Modlitwa