Wolność w Panu

Wolność w Panu

Dzień przed rozpoczęciem rekolekcji, tj. 29 sierpnia 2011 roku, ruszyliśmy razem z br. Pawłem Paszko OFM Cap., który miał je prowadzić, ze Stalowej Woli w drogę do Stronia. Jeszcze tego samego dnia mogliśmy podziwiać uroki tamtego miejsca, przebywać z ludźmi z Krosna oraz Sędziszowa Małopolskiego i oczekiwać na przyjazd reszty uczestników Oazy Nowego Życia II z Piły i Wałcza. Jak się okazało, było nas nie wiele – ponad dwadzieścia osób, ale tak mała liczba pozwoliła nam lepiej się poznać i stworzyć wspólnotę szukającą Pana.

Przez 15 dni przeżywaliśmy wydarzenia z Księgi Wyjścia. Staliśmy się przez to Izraelem, którego Pan chce wyzwolić. Przez cały ten czas odkrywaliśmy to, co nas zniewala. Poznając swoje niewole, doświadczaliśmy też szczególnego powołania przez Boga do wolności. Pan ukazywał się nam jako Ten, który może nas uwolnić od tego wszystkiego, co nie pozwala nam w pełni żyć.

Jadąc na te rekolekcje myślałam, że Bóg będzie bardzo mocno, wręcz spektakularnie działał w moim życiu. W pewnym sensie oczekiwałam widowiskowego cudu, który poruszy mocno moje serce, który mną wstrząśnie. Pan jednak inaczej to zaplanował. Czas przeżyty w Stroniu był czasem, w którym On działał z mocą, ale przychodził do nas w lekkim powiewie. Nie towarzyszyły temu wielkie emocje, ani potężne znaki. Jezus przychodził i cicho pukał. Naszym zadaniem było się wsłuchać w Jego głos.

Każdego dnia plan był podobny, lecz nie mogliśmy narzekać na monotonię. Każda chwila przynosiła coś nowego. Pan nie tylko ukazywał samego siebie, ale także pozwalał poznać, jacy sami naprawdę jesteśmy. Tylko w Nim mogliśmy stanąć w całkowitej prawdzie o sobie samych.

Najwspanialszym elementem rekolekcyjnej codzienności była Eucharystia, podczas której mogliśmy w pełni jednoczyć się z naszym Zbawicielem. Doświadczaliśmy wtedy szczególnej radości z tego, że jest wśród nas i jak Słup Obłoku prowadzi swój lud. W czasie każdej Mszy Świętej mogliśmy pełniej w niej uczestniczyć przez posługę, czyli śpiew, obstawianie Liturgii Słowa, czy (chłopcy) – jako ministranci. Zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nigdy nie rozumiem i nie docenię Eucharystii, która przecież jest największym cudem na świecie.

Przez całe rekolekcje każdy z nas miał bardzo dużo czasu na osobistą rozmowę z Panem, m. in. podczas Namiotu Spotkania przed Najświętszym Sakramentem. Często przeżywaliśmy Pustynię, czyli samotne wyprawy, w czasie których wsłuchiwaliśmy się w głos Boga. Po zakończeniu się ostatniego punktu programu obowiązywało Silencjum Sakrum, które trwało aż do rana. W milczeniu, które zachowywaliśmy łatwiej było usłyszeć głos Jezusa.

12 dnia w samym środku nocy zostaliśmy obudzeni przez naszych animatorów. Nadszedł, bowiem moment wyjścia, czyli rozpoczął się EXODUS. Po zjedzonej passze ruszyliśmy w drogę z niewoli do wolności. Czuliśmy, że to Pan nas prowadzi przez ciemności nocy. Widzieliśmy nawet namacalny znak Jego obecności – jasny blask Paschału. Wreszcie po kilku godzinach wędrówki dotarliśmy na szczyt góry, gdzie uczestniczyliśmy w Eucharystii, w czasie której oświetliły nas pierwsze promienie wchodzącego słońca. Było to piękne, wręcz niesamowite zjawisko. Pan właśnie przez ten budzący się dzień utwierdził nas w przekonaniu, że jest obecny, prowadzi nas i wyzwala.

Z tą też świadomością przeżyliśmy ostatnie kilka dni rekolekcji. Wiedzieliśmy, że Pan nas wyprowadził z niewoli, jak wyprowadził też Izrael, ale na tym nasza wędrówka wcale się nie zakończyła. Wiele bowiem razy będziemy jeszcze przechodzić jak Naród Wybrany przez pustynie, wiele razy też będziemy musieli powstawać z naszych niewoli. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że wciąż będziemy musieli walczyć, walczyć razem z Panem o naszą wolność. Wielu z nas podczas Dnia Wspólnoty w Krościenku zdecydowało się także na kolejny krok na tej drodze – podpisanie Krucjaty Wyzwolenia Człowieka.

Z pewnością były to dla mnie rekolekcje zupełnie różniące się od tych, w których Pan pozwolił mi wcześniej uczestniczyć. Były one mimo braku emocji czasem, w którym Bóg dotykał najgłębszych części mojego serca. Podczas tych 15 dni Jezus pozwolił mi stanąć w prawdzie, dzięki której mnie wyzwolił. Musiałam się dać tylko poprowadzić. Były to dni, spotkania z Nim w Eucharystii i drugim człowieku. Dni, kiedy On w sposób szczególny przychodził i pukał. Trzeba było mu tylko otworzyć.

Monika Sz.
Wspólnota ze Stalowej Woli